04 maja 2011r. 21:53 [1]

Książka z dupy wyciągnięta...

Od grudnia do połowy kwietnia nie chodził do pracy. Przyszła ostra zima, wszystko pozamarzało i nie było co robić. Pomyślał: zacznę pisać. I napisał. A ja przeczytałam.

Była kiedyś taka książka (autora nie pamiętam), w której tejże autor na samym końcu zamieścił wyimki fikcyjnych recenzji swojej książki. Mam wrażenie, że ze Sławkiem Michorzewskim, autorem Wspulników, i tym co znalazło się na czwartej stronie okładki, było podobnie.

Bo oto niejaka Malina twierdzi, że to "MOCNA komedia kryminalna. Książka, przy której człowiek śmieje się na głos", a (znowuż niejaka) Alicja Kucharczyk jej wtóruje: "Nie wiem, co trzeba mieć w głowie, żeby wymyślić coś tak zakręconego. Rewelacja, odjechany ubaw".

Rzeczywiście, kryminał jest... mocny. Jak... jak... klozet na dworcu centralnym? Struś Pędziwiatr uciekający przed Kojotem? czytelnik, który dotrwał do końca powieści i nie zasnął?

I teraz mam problem. Książka nie jest gruba, ma co prawda małe literki, ale da się to przeczytać w jeden pochmurny wieczór. Przeczytałam... jakieś dwa miesiące temu. Przy okazji przeczytałam też wywiad z autorem. I chociaż nie uważam się za "superprofesjonalistkę", których recenzję autor ma w dupie, to jednak jakoś tam do tych, wspomnianych przez autora, wrażliwych erudytów mi blisko. I tak sobie pomyślałam, że skoro autor ma w dupie krytyków, to ja, jako czytelnik, mogę mieć w dupie zarówno autora, jak i jego książkę, jak i nawet bydgoską "GW". Dupę mam dużą.

Ale im dłużej ta książka leżała na półce, im częściej musiałam wycierać kurz na niej osiadający, im częściej musiałam przekładać ją z miejsca na miejsce, tym bliżej było mi myśli, że szkoda mej dupy na takie coś, że trzeba o książce napisać, zwrócić ją do biblioteki i niech tam się kurzy, bo i tak nikt tego nie wypożyczy...

Po przydługim wstępie, wynikającym zapewne z faktu, że dawno nie pisałam i musiałam nadrobić emocjonalne braki, czas przejść do rzeczy. A rzecz ma się tak:

po pierwsze - tytuł z błędem jest napisany intencjonalnie i w pełni świadomie, bo bohaterowie tej książki to idioci mający w dupie ortografię;

po drugie - fabuła się rozchodzi o dwóch sąsiadów (jeden jest dyrektorem banku, drugi podróżnikiem), którzy lubią robić sobie psikusy. jakoś tak wyszło, dziwnym zbiegiem okoliczności, że psikus zrobiony podróżnikowi okazał się prawdziwym napadem dwóch niezbyt rozgarniętych panów, którzy przyszli do domu owego podróżnika z zamiarem porwania dyrektora banku... w całą intrygę wplątany jest też pazerny psychiatra, policjant-idiota i ksiądz, co pozwala autorowi/narratorowi/bohaterom wylać z siebie ogromną i płynącą z co drugiego zdania nienawiść do policji, kleru i... właściwie każdego, kto się nawinie;

po trzecie - obiecywany humor w książce jest obecny, pod warunkiem, że kogoś wciąż śmieszą sceny, gdy bohater przewraca się na własnych wymiotach lub gdy dwóch bohaterów, przebranych za zakonników, wygląda jakby uprawiali ze sobą seks, co wprawia w zgorszone oburzenie ekspedientkę sklepu z zabawkami dla dzieci...

po czwarte i ostatnie - kryminał ma całkiem zaskakujące zakończenie, pod warunkiem, że nikt nigdy wcześniej nie przeczytał żadnego kryminału i nie załapał się na przewidzenie schematu;

a jednak będzie i po piąte - wbrew przewidywaniom autora (patrz: wywiad), przekleństwa w książce da się wytrzymać... szczerze mówiąc, nie zrobiły na mnie absolutnie żadnego wrażenia, czytałam rzeczy o niebo wulgarniejsze i, jednocześnie, o dwa nieba lepiej napisane.

Ale nie ma się co czepiać. Pan autor książkę napisał, jakaś agencja reklamowa go wydała (przy okazji robiąc mu stronę w necie i profil bohatera na fejsbuku), radio objęło patronatem, gazeta zrobiła wywiad, ja przeczytałam, więc spokojnie o Wspulnikach możecie zapomnieć i zasnąć z błogą świadomością, że właśnie ominęło was przeczytanie mocnego gniota.


Daisypath Anniversary tickers Lilypie Kids Birthday tickers PitaPata Cat tickers PitaPata Cat tickers

poprzednia notka ||2011:01|02|03|04|05|06|07|08|09|10|11|12||ownlog|biblionetka|blubry.pl|lista książek|@||